Menu

Świat w 3de: deFloracja deForestacja deFraudacja

"Zaczynać wciąż od nowa" by Paweł Pełszyński, cz.2

paultheboss

Zapadał zmrok. Niebo powoli pokrywało się ciemnymi chmurami, z których po chwili spadł rzęsisty deszcz. Z rogu ulic Witosa i Konwaliowej wychynęła nieduża postać. Chowając się pod parasolem, przyśpieszyła nieznacznie tempo i stukając obcasami o chodnik, przybliżała się z każdym krokiem do pobliskiego kościoła Św. Jerzego. Wreszcie dosięgła swego celu, przeszła po schodach, by w końcu schronić się w chłodnych murach. Był listopad.

Złożywszy mokrą parasolkę, przeżegnała się z czcią i zostawiwszy swoją ochronę przed deszczem przy drzwiach wejściowych, cichutko przemknęła po kamiennej posadzce do wnętrza świątyni. Nikłe światło z dwóch żyrandoli nieśmiało oświetlało wnętrze średniowiecznej budowli, pozostawiając ją w złowieszczym półmroku. Dziewczyna wsunęła się w ostatnią ławkę i schyliwszy głowę, zaczęła się żarliwie modlić. Jej serce wypełniał żal, nie rozumiała dlaczego los po raz kolejny chciał jej zabrać coś tak bardzo ważnego. Kilka osób, które krzątały się wewnątrz kościoła, w końcu udało się do wyjścia. Zgrzytnęły drzwi i nastała głucha cisza. Zostali sami. Tylko ich dwoje i Pan Bóg.

Powoli podniosła głowę i poprzez załzawione oczy spojrzała półprzytomnie na ławki przed sobą. Błądząc wzrokiem i rozglądając się na boki wreszcie znalazła cel swoich poszukiwań. Zobaczyła go. Wydawał się taki nieruchomy, taki bez życia. Podniosła się powoli na rękach i wyszła z ławki. Stąpając ostrożnie po kamiennych płytach, skierowała swe kroki w stronę ołtarza. Po chwili zatrzymała się. Była już tylko kilka metrów od niego. On natomiast, z przymkniętymi powiekami, zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na wszystko, co się wokół niego działo. Miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i czarny krawat. Strój adekwatny do okazji.

Dziewczyna przyglądała mu się dłuższą chwilę, w końcu przełamała się i odezwała cicho:

- Świetnie wyglądasz, jak zwykle zresztą...

Chłopak nie zareagował. Jego twarz pozostawała niewzruszona, zimna, jakby wykuta w skale.

- Wybacz, że przychodzę dopiero teraz- kontynuowała dziewczyna. - Jakoś nie mogłam się wcześniej przełamać. Nigdy nie umiałam walczyć o swoje, zawsze się bałam... Przerwała na chwilę, pozwoliła, by kolejne dwie duże łzy spłynęły po jej twarzy i upadły na posadzkę. Czuła, że traci siły. Bezsilność połączona z wielkim żalem wysysała z niej resztki energii. Oparła się więc o ławkę tuż przy niej i kontynuowała:

- Zawsze mi mówiłeś, że trzeba walczyć o swoje szczęście. Ja zapragnęłam o nie walczyć, kiedy było już za późno... Przysunęła się do chłopaka. Była tuż przy nim. Ale on jakby znajdował się gdzie indziej.

- Przyszłam tu dzisiaj, bo chciałam, żebyś wiedział, co do Ciebie czuję- rzekła, powstrzymując drżenie głosu. Opadała już z resztek energii. Światło stawało się coraz słabsze, świat zaczynał wirować... Ale ona musiała to powiedzieć. Już tyle razy chciała to zrobić, a zawsze coś stawało jej na drodze. Tym razem nie mogła dać za wygraną. Była już tak blisko... Jeszcze tylko te dwa słowa...

- Kocham Cię...- wyszeptała ostatkiem sił. Po chwili zaczęła się osuwać na trumnę z chłopakiem... Obraz zaczął zanikać. Zemdlała.

W pokoju nr 210 Akademika Uniwersytetu we Wrocławiu dochodziła trzecia nad ranem. Lampka nocna na szafce z ubraniami leniwie rzucała żółtawe światło na pojedyńcze łóżko, na którym powoli budziła się młoda dziewczyna. Na zaczerwienionej twarzy wysychały resztki łez, ulatniające się spod zapuchniętych powiek. Wreszcie otworzyła oczy i z przerażeniem rozejrzała się wokół. Po chwili odetchnęła jednak z ulgą. To był tylko sen...

cdn...

© Świat w 3de: deFloracja deForestacja deFraudacja
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci